archiwum kategorii:tytułem komentarza
wpisy ogólne, szybkie pomysły, cięte riposty, komentarze wszelakie
wczoraj obejrzałem „mrocznego rycerza”. i dlatego, że „batman: początek” bardzo mi się podobał (poprzednie batmany nie były najwyższych lotów, no, może poza jedynką z nicholsonem, ale może to przez sentyment do filmów z czasów dzieciństwa), i ponieważ chciałem sprawdzić, co takiego jest w grze heatha ledgera, w końcu wszyscy tak ją zachwalali.
otóż.. film jak to film, moim zdaniem słabszy od „początku”, ale i tak lepszy od wcześniejszych batmanów. o ile pierwszy nietoperz z bale’em był całkiem, hmm, realistyczny – w rycerzu niestety ciut przegięli. no ale w końcu batman to bohater komiksowy.. troche fantazji/fantastyki musi być. produkcja trochę przydługawa, a jednocześnie ma się wrażenie, że sceny i wątki były zbyt krótkie i jakby pourywane. fajny, ale głowy z kaskiem nie urwało. co do gry heatha -wielkie hmm. najprawdopodobniej jestem ignorantem, może też i przygłupem, albo po prostu niepotrzebnie doszukiwałem się czegoś fascynującego w grze ledgera. i co? i każdy szanujący się aktor zagrałby podobnie. no ok, może nie jestem/nie byłem jakimś znawcą jego umiejętności i właśnie dlatego nie widzę „skoku jakościowego” albo wybitności w tym co zrobił. niby, że cudownie zagrał szaleńca? hmm, nie było nic ponadprogramowego.. dla mnie wcale nie wyglądał na człowieka, któremu rola „za bardzo” weszła w krew. no ale nie mówi się źle o zmarłych, więc koniec marudzenia. film można obejrzeć, rozrywkowo, jeśli tylko nie macie nic lepszego do roboty.
dwa wieczory spędzone w kuchni i już widać efekty. design podszlifowany, css trochę zmieniony. teraz zacznie się prawdziwa zabawa. na poczatek trzeba będzie wypełnić portfolio. może jedna praca dziennie? jeszcze pomyślę..
muzyczne pseudorecenzje zacznijmy od bootlega warszawskiej ekipy razem ponad kilo.
cóż. cienka podróba stylu wwo i zipów, którzy, jak wiadomo, trącą nudą, beznadzieją i wiecznym malkontenctwem. razem ponad kilo jest równie nudne, monotematyczne i raczy nas garścią jakże „nowatorskich” złotych myśli. nic tylko kiepskie życie, ciężkie doświadczenia, historie prosto z getta, a to wszystko okraszone kiepskimi rymami, słabymi przenośniami i smutnymi, niby mrocznymi bitami. zmęczę do końca i skasuję. zdecydowanie nie polecam. chyba, że ktoś lubi się umartwiać i jest fanem ulicznego stylu prosto ze stolicy. przy takich produkcjach wstyd na myśl, że lubi się ten rodzaj muzyki.. szkoda pisać cokolwiek więcej. zdecydowanie fail. cienizna wykraczająca poza skalę beznadziei.
..kawałków hiphopowych w historii. ciekawscy znajdą listę tutaj.
jak ja kocham te wszystkie rankingi i chartsy. czytając listę mam wrażenie, że wśród osób, które ją układały, nie było zbyt wielu znających się na rzeczy. tak, wiem, lista jest subiektywna, bo użyli w tekście wyrażenia our 100 Greatest Hip Hop Songs countdown. mam jednak wrażenie, że zamiast greatest hip hop songs powinno być raczej few great hip hop songs and lots of cash cows in rap countdown.. czytaj dalej »
20:59
pj4y
78
1

