archiwum tagu:muzyka

oglądasz właśnie
2009
paź
25
nie
23:59
pj4y
101

widzę, że hugh podłapał pomysł, trzeba więc brnąć dalej..
daleko szukał nie będę. kawałek do którego zawsze będę wracał, kawałek, który póki co wciąż wygrywa z większością [jeśli nie wszystkimi] produkcji „nowych czasów”.. rakim when i b on the mic [Premier na bicie], z płytki The Master, rok 1999, „tylko” 10 lat temu..

2009
paź
18
nie
02:11
pj4y
95

nie wytrzymałem długo bez kolejnego wpisu.
group home supa star, rok 1995, spowinowaceni z Gang Starr Foundation, a co za tym idzie, muzycznie polegający na Primo. czy trzeba dodawać coś więcej?

2009
paź
17
sob
00:18
pj4y
107

dziś z chefem [damn, musisz wp odrestaurować ;/] poprzerzucaliśmy się trochę linkami do klipów. ogólnie rzecz biorąc, załamać można się poziomem co niektórych rodzimych „wykonawców”. wymieniał nie będę, bo tylko im oglądalność wzrośnie.. pomyślałem za to, że skoro zrezygnowałem z regularnego wrzucania tu folio [że niby to było zaplanowane tak przestać ;)], przyda się coś w zamian. zatem jeśli tylko czas i ochota pozwoli, wrzucał będę sznurki do klipów/kawałków, które dla mnie przynajmniej – będą zawsze na topie. nie ważne pod jak grubą warstwą kurzu już leżą. kolejność zupełnie przypadkowa.

na pierwszy ogień naughty by nature – craziest, rok 1995, z płytki poverty’s paradise. nie jest to wcale ich najstarszy numer, ale za to jeden z nielicznych, których na jotubie po prostu nie ma: smacznego.

2009
kwi
14
wt
23:00
pj4y
68

legenda i ojciec hiphopu. hmm. niestety, podobnie jak z wieloma innymi płytami – po pierwszym przesłuchu the bridge – nie wiem czy mam ochotę do tego wracać.. nie powinno się pochopnie oceniać, ale jeśli na pierwszy rzut ucha płyta niczym nie zainteresuje – to jak mam dać jej drugą szansę? gości sporo, jak było do przewidzenia. niestety każdy kawałek wydaje się być z trochę innej bajki, nie wiadomo na czym się skupić. coś mi nie podchodzi taki układ..
na szczęście zaraz po tym wrzuciłem strange journey volume one. hah. cunninlynguists znów nie zawiedli. znów dali radę z samplami. kto wie, gdyby nie to, pewnie też bym na nich narzekał. chyba jestem jak mamoń, wiadomo, umysł ścisły, mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. po prostu. no.. to.. poprzez.. no reminiscencję..

2008
paź
10
pt
22:22
pj4y
152

muzyczne pseudorecenzje zacznijmy od bootlega warszawskiej ekipy razem ponad kilo.
cóż. cienka podróba stylu wwo i zipów, którzy, jak wiadomo, trącą nudą, beznadzieją i wiecznym malkontenctwem. razem ponad kilo jest równie nudne, monotematyczne i raczy nas garścią jakże „nowatorskich” złotych myśli. nic tylko kiepskie życie, ciężkie doświadczenia, historie prosto z getta, a to wszystko okraszone kiepskimi rymami, słabymi przenośniami i smutnymi, niby mrocznymi bitami. zmęczę do końca i skasuję. zdecydowanie nie polecam. chyba, że ktoś lubi się umartwiać i jest fanem ulicznego stylu prosto ze stolicy. przy takich produkcjach wstyd na myśl, że lubi się ten rodzaj muzyki.. szkoda pisać cokolwiek więcej. zdecydowanie fail. cienizna wykraczająca poza skalę beznadziei.